Pierwsze uniesienia Hiny.


Eliza się pewnie obrazi bo ciągle pisze o Niej opowiadania XD. Ale zemsta musi być słodka co nie? Występują : Naruto , Ayumi , Hina-chan


Ciemna, późna noc. Uniesienie. Drugie piętro. Pokój. Biurko. A przy nim facet. Pracuje biedak i prawie śpi. Prawie, bo rozmawia ze mną. Zawracam mu tyłek,
chociaż nie powinno mnie tam być. Gdyby wpadł ktoś z przełożonych,
to po nim. No i pech chce, telefon. Ayumi oznajmia, że nadciąga w interesie. No i panika. Co teraz ? Drzwiami nie zdążę, bo ją spotkam po drodze. No i mamy problem. 



- Właź pod biurko. - Co? Chyba oszalałeś?

Ale kroki na korytarzu, znaczą więcej niż słowo "oszalałeś", bo w końcu gdzieś muszę się schować. Chce, czy nie, pod biurko pakuje się. No i siedzę skulona pod nim. Ciasno tu wiesz? Ciasno, nudno i duszno. Siedzisz w fotelu i gaworzysz z szefową. I nieźle się bawisz, bo wiesz, że ja się gotuję. I piekielnie mi się nudzi...A ten namiot w Twoich spodniach, nie daje mi żyć. Mógłbyś się chociaż wyciszyć i go złożyć. Przecież wiesz, że go widzę. On mi przeszkadza!! Nie dość, że dusisz mnie, raz po raz kolanami, pomiędzy, którymi siedzę, to jeszcze muszę patrzeć na
Twój wzwód. Kochanie tu mi się nudzi, ręce mnie świerzbią i ślinka mi leci. Ty
lepiej przestań już gadać albo rozładuje Ci napięcie cichaczem. Jezu, siedzieć oko w oko z Twoim Panem, widzieć, jak się pręży i nie móc nic zrobić. Ej, ale dlaczego nie? Przecież nie zareagujesz. Nie będziesz mógł. To może być ciekawe.
Decyzja zapadła.

Kładę dłonie na Twoich kolanach i przesuwam nimi po udach w kierunku krocza. Ruszasz nogami, aby mi pokazać, ze mam być grzecznie i nic nie robić. Mam to gdzieś. Lepiej zbieraj siły. Jejku ale on mnie przyciąga. Pochylam głowę i dotykam Go przez spodnie, drażnię nosem, macam ustami. Kurczeeee...ale Ty mi przeszkadzasz. Chcesz mnie udusić, czy co? Siedź spokojnie. Moje ręce bezceremonialnie lądują na Twoim penisie i go macają. Wyczuwają kształt, potem go gniotą i mocno masują. Zaraz za nimi schodzę tam znowu z buźką i Cię drażnię od dołu. Zaczynam rozpinać rozporek i wiem, że się wściekasz. Czuje, że się wściekasz. Gadaj dalej, ja zrobię Ci dobrze. Czujesz prąd i chcesz więcej, ale się boisz. Wyjmuje go, pochylam się i od razu zamykam w ustach...Wstrzymujesz oddech, zatrzymujesz się w połowie słowa i mnie kopiesz. Eee, tam. Połykam go zachłannie i wciskam sobie do buzi. Ściskam, trzymam w środku i bawię się językiem. Jednocześnie zgniatam Twoje jądra.
Zaraz potem biorę się ostro za penisa, wyjmuje go troszkę i bawię się na główce. Ale jak...Moj język krąży jakby oszalał, wchodzi w zakamarki i je nawilża. Rączka
naciąga skórę w górę i w dół, a druga gniecie Ci jądra. Widzę, że nie możesz wytrzymać. Nie potrafisz z nią rozmawiać. To tez widzę. Twoje skupienie poszło sobie. Podpierasz się łokciem o biurko, zasłaniasz połowę twarzy i starasz się, jak tylko możesz, nie okazywać uczuć. Chwytam Cię za tyłek i zsuwam troszkę niżej, a potem nadziewam go sobie całego. Nie tak mocno, bo się zakrztuszę i będzie słychać. Wzięłam go głęboko i wypuściłam. Robię Ci loda w pracy, pod biurkiem, przy Ayumi. I tez mam wilgotno. Gdyby nie ona, już bym Cię dosiadła. Ale chwilowo muszę się zadowolić tym co mam i bzykać cicho pod blatem. Ale jest bosko. On jest boski. Ciepły, twardy, nabrzmiały do granic i spragniony. Teraz go nie biorę, teraz go liżę, schodzę na jądra z zamiarem ich połknięcia...


- Dobra, to na razie. Do jutra - ten głos przedziera się w moim umyśle jak Manitou pomykający na koniu.


O kurwa...Odsuwasz krzesło z hukiem...Nie musisz mówić, że mam wyjść, poradzę sobie. Wyskakuje jak z procy, obiegam biurko i staje
naprzeciwko. Zdążyłam tylko zobaczyć kutaska stojącego prężnie, naślinionego i
niespełnionego. Ale takiego mordu w oczach jeszcze nigdy nie widziałam.


- Oszalałaś ?!


Ołżesz, jak mnie udusisz, to już nie pożyje, prawda? Takiej wściekłości nigdy nie doświadczyłam. Dawka śmiertelna. Schowałbyś go chociaż. Jak  kocham, teraz naprawdę się boję. Nie czekam. Daje susa w kierunku drzwi. I już chwytam za
klamkę, już ją naciskam, i już wychodzę...Ale tylko tak mi się wydaje. Trzaskasz drzwiami przed moim nosem, aż futryna drży. Przekręcasz zamek, wyjmujesz klucz...


- Aż tak się Ayumi nie boję - teraz szepczesz. Wole jak krzyczałeś. Odskakuje na bezpieczną odległość i chowam się za tym cholernym biurkiem.
- Nie przesadzaj - próbuje załagodzić sytuacje - otwórz, bo się boję.
- I dobrze. On jeszcze stoi - no to akurat widzę. Nie musiałeś
mówić - Nie ujdzie Ci to płazem - dorzucasz.
- Weź się nie wygłupiaj, proszę. Az tak źle było? - No to pytanie było na pewno na miejscu.


O nic mądrzejszego zapytać nie mogłam. Przesuwasz po mnie zgłodniałym wzrokiem, oblizujesz usta...Jak kot, na zdobycz. O kurczę, trzeba wiać.


- Zaraz zobaczymy, jak Tobie będzie dobrze - rzucasz słowami jak
piłeczką.
- Nie- zbliżasz się wolnym krokiem i patrzysz żarłocznym wzrokiem.


 Idziesz w moim kierunku, a ja się cofam. Teraz faktycznie jak Tom i Jerry. Przyspieszasz.


- Przestań - mowie, ale bez efektu. Zaraz będziemy biegać w kółko. Rozglądam się, jakby tu nawiać.
- Klucz mam tu - wkładasz do kieszeni spodni - chodź sobie weź.


Ocipiał, myślę sobie. Trochę mnie ta sytuacja nakręca, ale strach robi swoje.
Zamyśliłam się. Wykonujesz skok, przewracasz krzesło i masz, moje ramie. To wystarczy, aby rzucić mnie na biurko, znowu to piekielne biurko.
Nie zdążyłam zareagować, a już leże w połowie na nim, z tyłkiem wypiętym w Twoim kierunku, z rękoma na plecach. Trzymasz moje skrzyżowane dłonie w swoim żelaznym uścisku i dogniatasz swoim ciałem. 


- I co teraz? - pytasz, dysząc mi do ucha. 


Gwałt? Myślę sobie. Jaki gwałt, idiotko, cipcia aż cię pali z podniecenia, a soczki popłyną zaraz strumieniem na podłogę. Gdzieś tam w głębi umysłu każda kobieta marzy o takim brutalu. A ja go sobie sama wyprosiłam. Tylko... będzie tak
stal, czy coś zacznie robić? Nie mam spodni, ostatnio przerzuciłam się na mini. Szczególnie na wychodne...Ale dzisiaj to był błąd. Jedna ręką trzymasz moje nadgarstki, a drugą kładziesz na moim udzie. I tak samo bezceremonialnie jak ja parę minut wcześniej, wsuwasz dłoń pod moja spódniczkę, ale w zwolnionym tempie.
Przechodzi mnie dreszcz. Chciałam go powstrzymać, ale się nie udało.
Wchodzisz w stringi, czujesz wilgoć i od razu szybujesz
palcem w moją cipkę. Cholera. Wyginam ciało śmiało. Jęku też nie mogę powstrzymać. Słyszysz to i widzisz. Teraz Twoja kolej.


- Obciągnęłaś mi dla żartu? - pytasz - To ja też dla żartu Ciebie
wezmę... 


Nawet nie zdążyłam odpowiedzieć, bo ostro mnie rżniesz paluszkami. Próbuje się wyrwać, zaczynam się wiercić, ale to jeszcze potęguje przyjemność i zwiększa Twój uścisk. 


- To boli, puść - mówię to, ale myślę inaczej.


To mnie cholernie podnieca. Wcale nie chce abyś to zrobił. I nie robisz. Podnosisz spódniczkę do góry, odsłaniasz tyłek. Widzisz pośladki z białym sznureczkiem pośrodku, przesuwasz go na bok i wdzierasz się we mnie. Bez zastanowienia, bez opamiętania, bez litości...Trochę zabolało...


- Mmmm...- dobrze, że gnieciesz mi ręce bo bym Ci zwiała.


 A Ty już mnie ruchasz, walisz biodrami w moje uda, jądrami obijasz się o pośladki,
Twoje uderzenia są głębokie i mocne. Gwałtownie mi wkładasz i
wyciągasz i trzymasz... teraz już za głowę. Wbijasz mi ją w papiery
leżące na biurku, przez co, wypinam się jeszcze mocniej. Mocniej dysze i głośniej jęczę. Słyszę Twój przyspieszony oddech... czuje Twoją
władzę i wcale nie żałuje, że miałam go w ustach...Rzniesz mnie raz
za razem, od tyłu, zwierzęcymi ruchami...nieokiełznanie i dziko.
Penetrujesz głęboko, głębiej już się nie da. Jest Ci dobrze, on w
środku, wychodzi co chwilę, tylko po to, żeby się zaraz zanurzyć.
Czujesz, ze eksplodujesz, że wytryśniesz. Czujesz jak ścianki pochwy zaciskają się na Twoim penisie, czujesz mój wielki orgazm, a Twój jest blisko. Ale nie tak...Puszczasz, odwracasz przodem, rzucasz na kolana i zlewasz się na twarz... i na
piersi.
Twoja zemsta jest słodka. 


- Dlaczego to zrobiłaś?
- Ja ?
- A kto?
- Ty - odparowuje - Na pewno nie dla samego seksu - dodaje po chwili

- Ty już dobrze wiesz dlaczego, dlatego się boisz. 




0 komentarze:

Archiwum bloga

Obserwatorzy