~*~
Klucz przekręcony w zamku pękł, a Ronin poczuł, jak wszystko w nim
pęka. Nie wiedział czy się śmiać, czy płakać. Porzucił kawałek metalu,
jak i swoje miejsce pracy. Już mało obchodziły go drzwi do magazynu,
skoro został zwolniony. Wyjął portfel z kieszeni wytartych spodni i
przeliczył pieniądze. Czterysta złotych do końca miesiąca wydawało się
być początkiem jego końca. Zrezygnowany i bez pomysłu co robić przez
resztę dnia, poszedł w kierunku parku. Ciepły, wiosenny dzień i cisza,
jakiej potrzebował, znajdowały się właśnie tam. Matka z wózkiem minęła
go jedynie, rzucając spojrzenie pełne obaw. Czuł się samotnie, siadając
na ławce, jakby świat sprzeciwił się jego marnej egzystencji, co
sprawiało, że miał dosyć i w geście rozpaczliwego poszukiwania
wytchnienia zamknął oczy.
- Przepraszam Cię, szefie. - Usłyszał zachrypnięty, znajomy głos.
Otworzył
oczy, a gdy przyzwyczaiły się one do światła, przebijającego zielony
baldachim koron drzew, ujrzał starego żebraka, który pochylił się
nad nim.
-
Przepraszam Cię, szefie, ale mam taką drobną sprawę. - Wycieńczona
twarz starca uśmiechnęła się lekko, poruszając zmarszczki, niczym fale
na morzu.
- Słucham pana. - Odpowiedział Ronin, wiedząc o co będzie
prosić starzec. Zawsze potrzebował tego samego, aby zapomnieć się w
chwili upojenia.
- Czy usiąść obok Ciebie bym mógł? - Chłopak nieco zbity z tropu zmrużył lekko brwi, lecz skinął zaraz głową.
- Człowiek nie powinien siedzieć sam. - ciągnął starzec, siadając na ławce.
- Czasem musi. - Odpowiedział krótko i ostro jego rozmówca.
- Wie pan, młodzi mają tak, że są sami i za chwilę już są z kimś nowym. Z głupimi starcami, takimi jak ja, jest inaczej.
- To znaczy? - Ronin zmierzył go wzrokiem i zapytał
- Zostajemy sami już do końca. Chyba że... - chłopak popatrzył na niego pytająco.
-
...chyba, że mamy coś do picia. - dokończył żebrak, lekko niepewnym
głosem. Ręka wsadzona do kieszeni sprawiła, że przysunął się nieco do
niego i ukłonił, gdy kilka monet spadło w jego ręce.
- Jak pan się nazywa? - zapytał Ronin, chowając portfel do kieszeni wytartych spodni.
- Trevor. - odparł starzec
- Cóż, Trevorze, muszę Cię opuścić, czas na mnie. - rzekł Ronin
- Jak wszyscy... - odrzekł starzec - ...pochłonięci pracą.
Chłopak uśmiechnął się ironicznie, przecierając twarz dłonią ze zmęczenia.
- Tak się złożyło, że akurat ją straciłem.
- Ale została jeszcze młodość! - Zawołał żebrak, kiwając do odchodzącego darczyńcy dłonią, w której ściskał monety.
Idąc
pokiwał tylko głową. Słysząc mądrości pijaczyny, jakby uspokoił duszę.
Wychodząc z parku wstąpił do sklepu, zerknął na kasy, kolejka jak
zawsze. Lawirował między regałami, próbując sobie przypomnieć, co
jeszcze ma w lodówce. Chleb pod pachą już był, mleko i coś do pieczywa,
pomyślał. Pogrążony w analizowaniu swoich zapasów wszedł pomiędzy
kolejne stoiska.
- Przepraszam, mógłby mi pan sięgnąć... -
podniósł wzrok, cichy głos który wydobył się z drobnych ust kobiety,
poraził jego nerwy, wywołując lekki dreszcz.
- Tak, oczywiście. -
odpowiedział bez zastanowienia, podając jej czekoladę. Popatrzył na nią:
była niska, włosy do ramion o kasztanowym kolorze okalały jej bladą
twarz. Ronin popatrzył w jej oczy, swoimi zmęczonymi.
- Proszę...
- Dziękuję. - Odeszła, zostawiając go samego. Ruszył bez namysłu przed siebie, po chwili myślami wrócił do swojej pracy.
Wybierając
jaki ser kupić przypomniał sobie, że tak naprawdę nie chciał tam
pracować. Wszystko przez to, że został sam. Musiał się zaopiekować sam
sobą, ale idąc do kasy przestał uważać, żeby to było ważne. W kolejce
stanął, wyciągając zakupy. Poruszony słoik przetoczył się po taśmie,
zatrzymując się na jego zakupach. Ronin chwycił go, a jego dłoń zderzyła
się z palcami kobiety przed nim. Jego wzrok znów spotkał niebieskie
oczy kasztanowej nieznajomej, które speszone uciekły spojrzeniem w dół.
- Tylko chleb i ser? - zapytała, jakby jej myśli wyrwały się językowi na wolność, spoglądając na jego zakupy.
- No tak... - Powiedział sam do siebie, zawracając w stronę regałów.
Sięgając
po karton mleka, jego portfel wypadł z kieszeni. Podnosząc go Ronin
zerknął do środka i wrócił do kolejki. Wydawało mu się, że minęła
chwila, ale dziewczyna już pakowała swoje zakupy do reklamówki. Może to i
dobrze, stwierdził w myślach. Przecież prawdziwa miłość zdarza się
tylko raz w życiu. Kasowane towary zgrały się z biciem jego serca, gdy
zagłębił się w swojej przeszłości. We wspomnieniach o niej i o tym, że
już tylko wegetuje, odkąd zaczął pracę. Brakowało mu jej opieki jaką nad
nim roztaczała i tego, że dzięki niej jego dusza była spokojna, niczym
tafla jeziora wczesnym, mglistym rankiem. Stracił to wszystko w jednej
chwili, ale czy musiał dalej być sam? Czy żebrak miał rację? Rzucając
pieniądze na ladę wybiegł ze sklepu za dziewczyną, za nadzieją zmiany
życia.
Szansa na lepsze życie wymykała mu się z każdą chwilą. Nie
chciał zostać sam do końca życia. Z każdą kolejną chwilą czuł się, jakby
pozostawiony samemu sobie. Nagły trzask przerwał jego myśli. Biodro
zmiażdżył mu zderzak autobusu, zaś on upadł na ziemię, widząc w
ostatnich chwilach przerażone niebieskie oczy kasztanowej dziewczyny,
tak złudnie podobne do jego ukochanej, czekającej po drugiej stronie.
Ronin uśmiechnął się na pożegnanie.

0 komentarze: