Pieprzyłam się z Diabłem - Historia prawdziwa.

Występują Yoshine i Naruto  

Jeżeli piekło istnieje, to On zapewne jest głównym przedstawicielem tych wrzących grzeszną lawą podziemi. Błyszczące czymś zakazanym oczy, zawadiacki i wściekle cyniczny uśmiech, każdy ruch emanujący bezczelną pewnością siebie i głos; kłamliwy, chrapliwy, niski pomruk, w którym najmniejsza obietnica brzmi jak deklaracja grzechu, skutecznie zastępują mu rogi, kopyta i inne szatańskie atrybuty. Jeśli jest, to tylko po to, żeby mnie stłamsić, zbrukać i zabrać resztki niewinności, woli i nielicznych komórek mózgu, które jeszcze nie są nim opętane. Jest skuteczny, przebiegły. Sprawia, że cienka granica między moralnością, dającymi objąć się rozumem pragnieniami, bólem, poniżeniem a logiką, skutecznie się zaciera zastąpiona błaganiem o więcej.
 
Wije się obok niego, wyginam jak salonowa kotka, jak te złajdaczone, otwarte ostrygi, wiecznie gotowe i czekające - swoją drogą niesamowite z nich dziwki. Patrzę na swoje ciało ozdobione śladami wczorajszej nocy i tych poprzednich, które zapewne zmienią się w kolejne, przepełnione jego dotykiem i ostrym wymieszanym zapachem, on nigdy się nie ulatnia. Zapach perfum, wilgotnego ciała, seksu; niepewności i namiętności doprawionej nieuchwytną siłą słów, głównie tych niewypowiedzianych. I niby nic się nie zmieniło, niby wciąż ta sama Yoshine patrzy na mnie z lustrzanej tafli. Te same blond włosy, niebieskie oczy i zarumienione policzki. I tylko przez chwilę szukam w Niej poczucia winy, definicji zła i wyrzutów sumienia. Nie ma. Jest On. Cała jestem nim, oddycham nim, karmię się nim. Napełniam płuca jego oddechem i zaciągam się do bólu obecnością, bo nigdy nie wiem na jak długo będzie musiało mi to wystarczyć. Składam ubranie w równą kostkę niczym grzeczna dziewczynka, nawet w tak prostej czynności czai się hipokryzja. Lekki wiatr, wpadający przez uchylone okno porusza delikatnym materiałem firanki, przeszywa moje nagie ciało zimnym dreszczem. Myślę, że nauczył się tego od niego. Przecież niejednokrotnie chłodził rozgrzane ciała, owiewał plątaninę rąk, nóg, perwersji i spóźnionej niewinności. Pieprzony podglądacz. Powinnam chyba klęknąć, spuścić pokornie wzrok i czekać jak na Sucz przystało, ale próżno mi szukać u siebie pokory. Stoję więc, wpatrując się w martwy punkt za oknem i mam wrażenie, że całe miasto wstrzymało ze mną oddech w oczekiwaniu. Znajome dźwięki wypełniają ciszę. Znam je dokładnie. Trzask zamka, kroki tłumione miękką wykładziną i klamka, która ustępuje pod naciskiem męskich dłoni są jak melodyjne preludium do spełnienia, do początku końca mojego niewinnego Ja. Jego obecność niesie ze sobą coś dziwnego, coś pod wpływem czego ten pozornie duży pokój kurczy się do minimalnych rozmiarów, a mi trudno jest złapać bezbolesny oddech. Chcę się odwrócić i uchwycić spojrzenie ciemniejących tęczówek oczu, ale mnie powstrzymuje. - Zostań tak, nie odwracaj się. Czas się zatrzymuje, kiedy do rozbudzonej świadomości dociera myśl, że stoi gdzieś z tyłu i obserwuje moje nagie ciało. Krzywizna pleców oblana rozsypanymi włosami, wypukłość pośladków, drżące uda i długie nogi skąpane w przytłumionym świetle mają być wyznacznikiem pożądania. Nie widzi moich oczu, ale i tak wie... Wie, bo jakkolwiek bym nie stała, wszystko we mnie jest krzykiem o niego, wszystko jest rozdmuchaną do granic zmysłowością. Nikłe cienie na ścianie i prawie niesłyszalny szelest ubrań pozwalają mi zgadnąć, że jest tuż za mną. Czuję jego zapach, szorstki policzek dotyka mojego ucha. - Tęskniłem za tobą - lubię kłamstwa wyszeptane tym uwodzicielskim głosem. W szybie widzę niewyraźne odbicie tak dobrze mi znanej sylwetki. Opuszki smukłych palców niespiesznie przesuwają się po mojej skórze, ten dotyk pali żywym ogniem, a złoto na jego serdecznym palcu błyszczy złowieszczo, przypominając mi kim jestem. Przyciąga mnie mocniej do siebie, ciało spina się w pierwszym odruchu nie chcąc się poddać, ale to tylko chwila, kiedy z kobiecą gracją ulegam i układam głowę na męskim ramieniu. Już dawno nauczyłam się czerpać z każdej sekundy, wyostrzone zmysły pochłaniają najmniejsze szczegóły składające się na jego diabelski czar. Temperatura moich policzków wzrasta nieprawdopodobnie kiedy ciepłe usta muskają mi szyję, policzki i kark. Dłonie przesuwające się niespiesznie po biodrach, brzuchu, żebrach, by w końcu rozłożonymi palcami objąć biust, unoszący się w rytm nierównego oddechu sprawiają, że przymykam ufnie oczy. Dociska się do mnie silniej poruszając biodrami. Zdaje się, że nie wie jaką torturą może okazać się szorstki dotyk materiału na nagich pośladkach, do jakich szaleństw skłania dotyk twardego członka ukrytego pod nim.

-Nie odwracaj się, odsuń krok do tyłu i klęknij - ciepły oddech owiewa mój policzek, ten szept powoduje bolesny skurcz w złączeniu ud.
Odsuwa się, a ja wbrew krnąbrnej naturze, spolegliwie wypełniam polecenie. Słyszę jak zdejmuje ubrania. Jestem zła, że nie pozwala mi na siebie patrzeć, że to nie ja pozbawię go zbędnych `warstw materiału, odsłaniając kolejne fragmenty ciała. Nie spieszy się i nie wiem czy brak zniecierpliwienia mam odbierać jako komplement czy obelgę.
- Odwróć się w moją stronę, ale nie zmieniaj pozycji i nie unoś wzroku, patrz w podłogę. Jak ja mam, do kurwy nędzy, wykonać taki obrót na kolanach i nie wyglądać przy tym jak wątpliwej jakości akrobata w cyrku? - ta myśl wywołuje u mnie lekki uśmiech.
Opadam więc na czworaka, opuszczam głowę i włosy rozsypują się na podłodze. W ten sposób, z wypiętą pupą, mam jeszcze szansę wyglądać całkiem zmysłowo. Odwracam się w jego stronę i klękam, opierając pośladki na stopach z karnie spuszczonym wzrokiem. Nie wiem dlaczego nie pozwala mi na siebie patrzeć, ale nie daje mi czasu na rozważania. Pewna ręka chwyta mnie za włosy i brutalnym szarpnięciem przyciąga do nabrzmiałego członka.
- Otwórz usta - rzuca drapieżnie, w jego głosie wyczuwam wreszcie długo tłumione napięcie. Trzyma mnie tak mocno, że muszę poddawać się i poruszać głową zgodnie z jego wolą. Zamykam usta na aksamitnej skórze twardej męskości i po plecach przebiega mi dreszcz. Nawet nie widziałam jego twarzy, nie patrzyłam w oczy i nie dotknęłam policzka, a klęczę z jego fiutem w ustach. Nim jego ciepły i chętny język wyjdzie na spotkanie mojemu, nim rozpłynę się od jego zachłannych i łapczywych pocałunków, a zaróżowione od ciepła ciało będzie się o niego lubieżnie ocierać; zanim to wszystko się stanie, najpewniej najpierw poczuję jego spermę w ustach. Zadrżałam na myśl o tym, kim się staje w jego władzy. Przesuwam po nim gorącym językiem, z każdą chwilą przyjmuję go głębiej, aż w końcu zupełnie znika w moich ustach. Wilgotny od śliny czubek penisa raz po raz uderza o podniebienie.
- Jest mi dobrze - wycharczał, zwalniając nieco uścisk dłoni we włosach.
To zmysłowe, głośne mlaskanie doprowadza go na skraj szaleństwa, wiem o tym. Za każdym razem, gdy próbuje się wysunąć napotyka opór, za wszelką cenę chce go zatrzymać. Choć już zupełnie delikatnie trzyma moją twarz, pchnięcia, które wykonuje nie są już takie subtelne. Stanowi to podniecający kontrast: pozornie delikatny dotyk i siła z jaką wchodzi w moje usta. Wiem, że lubi patrzeć jak wyślizguje się z pomiędzy nabrzmiałych warg mokry i błyszczący od śliny, lubi paznokcie wbite w swoje pośladki, lubi zachłanność i niecierpliwe ruchy. Doskonale wie, że zaciskam uda, bezskutecznie próbując zwalczyć bolesne pulsowanie. - Należysz tylko do mnie Yoshine, nie zapominaj o tym. Tylko do mnie - chłonę te słowa, zachowując je w najgłębszych zakamarkach duszy. Przez dłuższą chwilę przesuwam językiem po dolnej części penisa, wiem co lubi i jak najszybciej rozdmuchać w nim pożądanie. Kiedy zaczynam lizać czubek i zahaczać go lekko zębami, odsuwa się.
– Narutoo.. - jęknęłam, przeciągając jego imię.
- Popatrz na mnie- odpowiada schrypniętym głosem, przesuwając palcem po mokrych wargach.
Podnoszę wzrok, a on wciąga głośno powietrze. Zawahał się, patrzył na mnie intensywnie; milczał, niemal jakby bał się wyrazić swoje myśli. Ale to przecież On. W końcu odezwał się, starannie dobierając słowa.
- Jesteś piękna z takimi błyszczącymi oczami. Nie dojdę, póki nie wsunę się w twoją ciasną i ciepłą cipkę. Będziesz klęczała na kanapie z rękoma związanymi na plecach, dopiero wtedy się spuszczę i sperma pocieknie ci po udach. Tak cię zostawię, cofnę się i będę patrzył, wiedząc, że należysz do mnie i, że właśnie wziąłem to co moje. Moje - podkreślił, a mi zabrakło tchu, czułam się przytłoczona, ale w jakiś niezwykle inny, wspaniały sposób. Musnął palcami mój ciepły policzek, ponownie przytrzymując splątane włosy wykonał ostatnie, głębokie pchnięcie biodrami. Jęknął mimowolnie i wysunął się ostatecznie. Ujął moje drżące dłonie, splatając nasze palce. Podciągnął mnie w górę, przylgnęłam do niego, chowając głowę w zagłębieniu szyi. Przesunął opuszkami palców wzdłuż linii kręgosłupa. Przygryzłam wargę i zacisnęłam powieki z całej siły skupiając się na jego dotyku. - Na kanapę - ostry ton zawsze sprawiał, że czułam się pokonana. Ale przecież to On. 

By Naruto Uzumaki

0 komentarze:

Archiwum bloga

Obserwatorzy