Występują : Minari i Gray
Zjeżdżała windą z trzeciego piętra – dość stara, zdezelowana już winda,
ruszała się ociężale, bujając się i charcząc nieprzyjemnie. Ubrana w morelową
koszulkę na ramiączkach, ciemne, obcisłe, jeansowe biodrówki i ładne, czarne
szpilki, dziewiętnastoletnia , długowłosa szatynka, specjalistka do spraw
marketingu w Lokalu „Uniesienie”, bardzo niecierpliwiła się ta żmudną
przeprawą. Dziś właśnie wypadały jej urodziny i chciałaby być już w domu,
przewidując, że kochający chłopak na pewno przygotował jej jakąś niespodziankę,
robił to przecież co roku. Dźwig "mknął” przez drugie , pierwsze piętro, w
końcu zatrzymując się u upragnionego celu, więc nad wyraz szczęśliwa dziewczyna
wyszła z kabiny i udała się w głąb parkingu, w kierunku trzyletniego, różowego
skutera.
– Pani Minari! – dobiegł do niej
męski głos.
Odwróciła się, zatrzymawszy w miejscu.
– Proszę tu podejść – poprosił dwudziestokilkuletni, ciemnowłosy, wysoki i
dość chudy ochroniarz.
Zbliżyła się, zdziwiona faktem widniejącej przed nią, nowej twarzy,
przecież o tej godzinie zmianę powinien mieć Kage, jej rówieśnik.
– O co chodzi? – zbliżyła się.
– Dobry wieczór, jestem Gray – facet wyciągnął swoją dużą, męską dłoń.
– Dobry wieczór, Minari. O co
chodzi? Śpieszę się – ponaglała, ściskając jego rękę, lecz gdy w tym momencie
poczuła niego woń alkoholu, nieco uważniej przyjrzała się brunetowi.
– Pije pan w pracy? – wyjechała od razu, z niemałym zdziwieniem, mężczyzna
wyglądał, na nieco podpitego.
– Gdzie jest Kage? On powinien teraz
pełnić dyżur.
– Tak, będzie za kwadrans. Nie, nie piję w pracy, wypiłem niewielkiego
drinka, dla rozluźnienia. To mój pierwszy dzień, więc trochę się denerwuję i
mam nadzieję, że mnie pani nie wsypie – tłumaczył się, zaśmiawszy się
żartobliwie i zaraz dodał: – Znalazłem złoty kolczyk, być może to którejś z
pani koleżanek. Proszę pójść ze mną, oddam go pani, a jutro popyta pani w
biurze – usta wyginały się w przyjaznym uśmiechu.
Szatynka zaniechała tematu i ruszyła za młodym mężczyzną, by po chwili
dojść do drzwi jego małej kanciapy, pomieszczenia pięć na pięć metrów, ze
stolikiem i kanapą przy prawej ścianie, dużą szybą i umieszczoną naprzeciw niej
ladą. Stało za nią też obrotowe krzesło, kilka monitorów i duża, podłużna
szafka z czajnikiem we wnęce. Mężczyzna puścił ją przodem i gdy tylko
dziewczyna przekroczyła próg, Gray przekręcił siedzący w drzwiach klucz i
natychmiast schował go do kieszeni.
– Co pan robi?! – niemal krzyknęła, zdezorientowana.
– To, co miałem zrobić już dawno,
pani Minari – wygiął usta w niepokojąco złowrogim uśmiechu.
– Proszę otworzyć drzwi! –
rozkazała, szarpiąc za klamkę, lecz jaki był cel tego działania? "Co on
robi, przecież to ochroniarz?! – pomyślała, wystraszona.
– A może nie...?! – strach zamienił
się w panikę.
– Minari, uspokój się i nie psuj klimatu, wszakże tak miło zaczęliśmy
znajomość – rzekł ze stoickim spokojem, operując zadowolonym wyrazem twarzy.
– Otwórz drzwi, albo dzwonię na policję! – huknęła dziewiętnastolatka i zaraz
w popłochu wyjęła telefon.
– Odłóż to! – warknął ozięble, lecz dziewczyna już wybierała numer nie
zdając sobie sprawy, że tylko podburza faceta.
– Kurwa, powiedziałem odłóż!!! –
zagrzmiał i wyrwawszy jej komórkę, mocno ścisnął jej szyję.
– Co ty robisz?! – pisnęła cicho, a serce zaczęło walić, jak młotem.
– Nie pamiętasz mnie? – zrobił bardzo wymowną minę, luzując nieco uścisk.
– Nie, nie znam cię – wydusiła, nadal nie mogąc zaczerpnąć wystarczającej
ilości powietrza.
Nie miała pojęcia, co zamierza, badała go tylko, powiększonymi ze strachu
źrenicami, próbując odczytać z oblicza mężczyzny jego obecne myśli.
– Naprawdę? Nie pamiętasz "Blue Cascade” trzy lata temu? – przeszył ją
dziwnym wzrokiem, nakazującym udzielenia oczywistej dla niego odpowiedzi.
I teraz zrozumiała! Przypomniała sobie bruneta, który podszedł do niej, gdy
popijając drinka, czekała na koleżankę; który chciał się na chwilę przysiąść i
postawić jej następnego i którego w tak bezczelny i niemiły sposób spławiła,
drwiąc z niego potem z sumienną pomocą przyjaciółki.
– Zadałem ci pytanie! – ryknął i agresywnie pchnął ją w tył.
Upadła na podłogę i dopiero teraz zobaczyła leżącego za ladą,
nieprzytomnego, związanego i zakneblowanego, prawdziwego pracownika ochrony.
Przeszedł ją lodowaty dreszcz paniki i natychmiast, w pozycji siedzącej zaczęła
się cofać, gdyż Gray właśnie ruszył w jej stronę.
– Zostaw mnie, nie podchodź! – krzyknęła zatrwożona, lecz on szedł dalej.
"Boże, co on chce zrobić?!" Przez głowę przelatywało jej tysiąc myśli
i próśb, aby ktoś się pojawił, zajrzał przez szybę, zapukał...
Nie zostały jednak wysłuchane, przynajmniej nie w tej chwili. Odsuwała się
coraz szybciej, w końcu dotarła do ściany, kończąc tym samym
"wycieczkę". Stanął nad nią i boleśnie chwytając za ramiona, podniósł
jak kukłę do pionu. Spojrzał w jej przerażone, niebieskie oczy, po czym mocno
odepchnął, powalając na kanapę.
– Rozbieraj się! – nakazał głosem napalonego demona.
– Nie, wypuść mnie, otwórz drzwi! – wykrzyczała, lecz zaraz zrozumiała, że
nie powinna się stawiać, że musi na spokojnie.
"Kurwa!" – wściekła się na siebie, widząc jego obecną,
zapowiadającą wszystko, co najgorsze, minę.
Wiedziała przecież z opartych na faktach filmów, że tacy psychopaci różnie
reagują na opanowanie, rozmowę, miły gest i często dają się omamić, ale czy
on...? Zamyśliła się, a strach zmienił się w nagłą kombinację, jak to wszystko
odwrócić, jak go uspokoić? Mężczyzna wisiał nad nią w oczekiwaniu, aczkolwiek
widząc, że bezczelnie ignoruje jego polecenie, sięgnął wreszcie za kontuar,
wyjął gumową, policyjną pałkę, podszedł do kobiety i bez słowa huknął ją nią po
lewym ramieniu.
– Aaaaaaa...!!! – wydała przeszywający uszy, bestialski krzyk i padła na
prawą stronę, łapiąc się za rękę.
Zaczęła głośno płakać, cios był niewyobrażalnie bolesny. Gray odłożył
narzędzie, chwycił szatynkę za ubranie i mocno łupnął nią o ścianę, wydając się
być niewzruszonym jej cierpieniem. Jęknęła z bólu, patrząc w jego zimne oczy, z
których nijak nie dało się wyczytać, jaką krzywdę zamierza jej zrobić. To tylko
wzmogło strach, zabierając przy okazji resztki powietrza. Wciąż gapił się na
drżącą w jego uchwycie kobietę, widocznie usatysfakcjonowany jej strachem
– Powiedziałem, rozbieraj się,
dziwko! – zagrzmiał, gdy już się napatrzył i cisnął nią o podłogę.
– Siadaj i ściągaj te szmaty! –
wskazał czerwony mebel.
Kompletnie zszokowana dziewczyna cały czas spoglądając przez szybę, czy nie
nadchodzi jakaś pomoc, latającymi dłońmi powoli zdjęła bluzkę. Po tej czynności
zatrzymała się jednak. Pomimo, iż była przerażona i nie chciała go podburzać,
to niestety, coś siedzącego w jej wnętrzu nie pozwoliło jej rozebrać się do
końca. A może to nadzieja? Złudna nadzieja, że gdy spróbuje przeciągnąć,
odczekać, to może facet się uspokoi i zmieni zdanie, rozmyśli się, odpuści...?
Szybko jednak rozwiał jej wątpliwości, biorąc zamach przed samą jej twarzą.
– Nieeee… Juuuż, dobrzeee! – wrzasnęła, kuląc się i wolnym, niepewnym
ruchem pozbyła się białego, jedwabnego stanika, po czym w okamgnieniu,
skrzyżowanymi rękoma zakryła piersi.
Spojrzała na mężczyznę i widząc, że surowy, nakazujący wyraz twarzy nie
uległ zmianie i że nadal czeka, skierowała dłoń w kierunku spodni i już chciała
rozpinać guzik...
– Wystarczy! – fuknął, wywołując zdumienie, ale i ulgę, która szybko jednak
prysnęła, gdy ponownie wziął pałę.
– No nie wstydź się, pokaż, co tam
masz – uśmiechnął się, napierając atrybutem na jej lewe przedramię i nakazując
tym samym zabranie rąk.
Przerażona szatynka odsłoniła klatkę piersiową i mężczyzna natychmiast
chwycił w dłoń jej lewą krągłość, którą po chwili zaczął dość boleśnie uciskać.
Pisnęła przejmująco. Gniótł ją dłuższy czas, po którym się wyprostował i zaczął
rozpinać rozporek. Minari struchlała od stóp do głów, a na jej skroniach
pojawiły się pierwsze oznaki wilgoci.
– No, maleńka, zobaczymy, czy umiesz tak dobrze ssać, jak drwić – uderzył
zimnym, złośliwym śmiechem.
– Nie, proszę cię, przepraszam... Nie powinnam... – zaczęła się
usprawiedliwiać najczulej, jak umiała.
– Byłam młoda i głupia, teraz już zrozumiałam. Wiem, byłam chamska,
przepraszam, proszę, nic mi nie rób, proszę cię... – Zamknij się, nie
pozwoliłem ci otwierać mordy! – zawył, brutalnie uderzając ją w twarz.
– Chyba, że do obciągania! – drwił.
Po raz trzeci zalazła się na ziemi, lecz natychmiast, agresywnie chwycił ją
za kark i bez cienia wysiłku postawił na kolana, zaciskając w dłoni jej
kasztanowe włosy.
– No, malutka, jedziesz! – nakazał, poklepując ją penisem po policzku.
– Proszę cię, wypuść mnie...
– Kurwo, masz być posłuszna, rozumiesz! – zawył, chwycił pałę, mocno
ścisnął jej policzki i rozchylając wargi, wsadził jej narzędzie w usta, po czym
zaczął agresywnie pchać je w przód i w tył.
Dziewczyna zaczęła się dławić, próbując jednocześnie wygłaszać desperackie
prośby, lecz te wydostawały się z jej buzi jedynie jako jeden wielki zlepek
niezrozumiałego bełkotu.
– Coś mówiłaś? – mocniej wygiął do
tyłu jej głowę, przeszywając ją diabelskim, okraszonym uśmieszkiem wzrokiem,
lecz dał jej ustom chwilę odpocząć.
– Proszę Cię, przestań – błagała, zwilżając swoje policzki słoną cieczą.
– Chyba masz dziś urodziny, mam więc dla ciebie pięknego tulipana –
oznajmił, kolistym ruchem członka gładząc jej twarz.
– Proszę cię...
– No malutka, dawaj, wiesz przecież, że to nieładnie nie przyjąć prezentu –
cynicznie wygiął usta, napawając się przerażeniem, a może i obrzydzeniem młodej
kobiety, po czym ponownie wystawił twardego penisa przed jej nos.
– Nie mogę, nigdy tego nie robiłam,
błagam cię – wybąkała, drżąc na obolałych już kolanach.
– Ale być wredną, zimną suką to możesz?! – zagrzmiał, przyciskając jej
twarz do swojego podbrzusza.
Jeszcze mocniej ścisnął ją za włosy, jęknęła więc z bólu mając wrażenie, ze
zaraz wyrwie je razem ze skórą. Trzymał ją kilka chwili w tej pozycji widząc,
że mocno cierpi, po czym odkleił jej policzek od swojego ciała i na powrót
wyprężył się przed jej oczyma.
– Proszę, kochanie, wszystkiego najlepszego – uśmiechnął się obłąkanie.
Widząc, jaki zadaje jej ból i bojąc się jeszcze większego, tym razem już
bez sprzeciwu wzięła go do ust i zaczęła cmoktać, lecz napastnik był wyraźnie
niezadowolony wykonywanymi przez nią, dość anemicznymi zabiegami.
– Kurwa, suko, ssij porządnie, bo tak cię zerżnę, że cię chłopak przez
tydzień nie pozna! – zatrąbił, zadając jej w diabelsko mocny cios w plecy.
Zawyła przeraźliwie, wygiąwszy się, jak tylko mogła, ale po chwili jej
twarz znowu znajdowała się vis-a-vis jego narządu. Natychmiast objęła go
ustami, starając się tym razem usatysfakcjonować mężczyznę na tyle, na ile
tylko pozwalał jej targający nią odruch wymiotny. "Przynajmniej nie boli”
– podnosiła się na duchu, płacząc rzewnie. Usilnie chciała spróbować oderwać
się od teraźniejszości i pomyśleć o czymś przyjemnym, lecz nie dał jej okazji,
bo właśnie zaczął posuwać jej w usta miarowo i rytmicznie, choć niezbyt
głęboko. Wystarczyło jednak, aby ją szarpnęło i wypuściła penisa spomiędzy
warg.
– Kurwa, pozwoliłem skończyć?! – zagrzmiał dziko, agresywnie pociągnął ją
za twarz i ponosząc do pionu, poprowadził w stronę okna, po czym rzucił jak
lalkę na stół.
– Błagam cię, nie rób tego! – wrzasnęła.
Panicznie bała się gwałtu zwłaszcza, że już kiedyś o mało nie padła jego
ofiarą, udało jej się jednak uciec. Przykre wspomnienie owego dnia natychmiast
stanęło w jej wyobraźni, a świadomość, że dziś nie uda jej się uniknąć
wykorzystania, że będzie cierpieć, wywołała już maksymalne, dławiące wręcz
przerażenie. Napastnik kompletnie zignorował jej prośby i po chwili miała już
rozpięty guzik, zaczęły się jednak problemy z zamkiem. Dziewczyna miotała się i
rzucała, jak mogła, krzycząc głośno o pomoc, wreszcie prześladowca stracił
cierpliwość.
– Kurwo, myślisz, że sobie z tobą nie poradzę?! – ryknął i odwróciwszy
dziewczynę na plecy, z pełnym impetem uderzył ją pięścią w twarz.
Zatarła jej się świadomość,
zaszumiało w uszach, po chwili jednak znów leżała na brzuchu, ze ściągniętymi
spodniami. Ścisnął ją za włosy, niemal je wyrywając i trzymając jednocześnie
jej obie dłonie, natychmiast wszedł w mniejszą dziurkę kobiety, przeszywając ją
upiornym, rozrywającym zewsząd bólem. Wrzasnęła na całe gardło, wyginając się
jak gimnastyczka. Wąskie, nieprzyzwyczajone do tego rodzaju miłości ciało miało
wielkie opory w kwestii przyjmowania nieproszonego gościa, Gray był jednak
bardzo silny, więc bez problemu poradził sobie z tą małą niedogodnością, z każdą sekundą
wbijając się w kobietę coraz mocniej i głębiej, bezlitośnie szarpiąc jej ciało.
"O Boże, jak długo jeszcze?!" – myślała wyczerpana dziewczyna,
płacząc, a wręcz wyjąc histerycznie. Nigdy nie odbyła stosunku analnego,
dlatego też ból był nie do zniesienia, czuła go wszędzie, w każdym zakamarku
swojego "Ja". Miała wrażenie, że facet rozrywa ją na części,
brutalnie i powoli, kawałek po kawałeczku. I nagle się zatrzymał.
– Boli, suko?! – warknął.
Poruszyła tylko potakująco głową, nie miała sił na wydobycie z siebie
choćby namiastki dźwięku.
– Chcesz, żeby nie bolało? Powtórzyła czynność.
Wiedziała, że gwałt jej nie ominie, ale jeśli może być inaczej… chociażby
trochę inaczej… Szybkim, sprawnym ruchem odwrócił szatynkę na plecy i wbił się
w jej usta, delikatnie łapiąc prawą pierś, którą natychmiast zaczął subtelnie
głaskać. Zamknęła oczy, przechyliwszy głowę na bok, nie chciała go widzieć,
wystarczy, że czuła. Za moment między udami poczuła drugą dłoń, która zaczęła
poruszać się dość szybko, a chwilę później jego męskość w swoim wnętrzu. Jęknęła
cicho. Była bardzo spięta i mimo, że wsuwał się w nią łagodnie, zabolało bardzo
nieprzyjemnie. Zaczął poruszać się w niej zadziwiająco delikatnie, lecz z
chwili na chwilę robił to coraz szybciej, przyglądając się leżącej z
zamkniętymi oczami szatynce. Ciało robiło swoje i dziewczyna zaczęła
doświadczać jednoznacznych doznań, z chwili na chwilę coraz silniejszych. Gray
mimo, iż rozpoczął bardzo humanitarnie, teraz, podniecony już do granic,
poruszał się w niej już niemal maniakalnie, stękając na całe pomieszczenie, a
ręka wręcz oszalała. Chcąc nie chcąc, Minari doszła do celu, lecz był to orgazm
szybki, niepożądany i wymuszony, nie mający w żadnym stopniu nic wspólnego z
przyjemnością, dziewczyna marzyła tylko o tym, aby już skończył. Życzenie
spełniło się w okamgnieniu, gwałciciel przekroczył metę, wydając z siebie
głośny, chrapliwy wydech, aby po chwili powalić się spoconym ciałem na jej
klatkę piersiową. Leżała w bezruchu, opanowana strachem i nadzieją, że to już
koniec. Oddech mężczyzny z każdą sekundą się uspokajał, w końcu napastnik
podniósł się do pozycji stojącej, podszedł do kanapy i bez słowa wytarł penisa
koszulką ofiary, patrząc ironicznie w jej zmęczone oczy. Minari bała się
poruszyć, nadal więc tkwiła w bezruchu, obserwując każdy jego ruch. Facet
spokojnie się ubrał, odpalił papierosa i wolnym krokiem podszedł do ofiary.
"Boże, co teraz?!" – zamarła. – Jeszcze raz wszystkiego
najlepszego – rzekł z cyniczną łagodnością i uśmiechnąwszy się fanatycznie,
soczyście ucałował jej usta, po czym odwrócił się na pięcie i wyszedł bez słowa,
zamykając za sobą drzwi.
By Naruto Uzumaki
By Naruto Uzumaki
Specjalna dedykacja dla olewającej Minari-chan , prezent od Kyuu :*

0 komentarze: